Paweł Chmielewski
("Projektor" 1/2013)


„YES’T prawie OK” to cykl ekspozycji nawiązujących do
entuzjastycznego klimatu sprzed ponad dwudziestu lat, gdy w Kielcach odbył się
I Ogólnopolski Konwent Twórców Komiksu (2-4 lutego 1991 r.). Gdy w październiku
zeszłego roku organizowaliśmy pierwszą retrospektywną wystawę, jej tytuł miał
dwojakie znaczenie: nawiązywał do nazwy oficyny „YES’T OK” prowadzonej w
początku lat 90. przez Roberta Łysaka, pomysłodawcę konwentu i był trochę
ironicznym odniesieniem do statusu artystów, docenianych w Łodzi, Warszawie,
Gdańsku, Francji i Stanach Zjednoczonych, a prawie nieznanych nad Silnicą.
Laureatów kilkudziesięciu nagród na ogólnopolskich oraz międzynarodowych
konkursach i festiwalach. Publikujących w prasie, antologiach, wydawnictwach
zwartych, projektantów okładek, filmów animowanych, autorów scenariuszy i
dramatów scenicznych.
Dlaczego komiks? Być może dlatego, że (jak pisał Johan
Huizinga) przywołuje on czasy, gdy dystans między cierpieniem i radością,
między nieszczęściem i szczęściem wydawał się o wiele większy, wszystkie
przeżycia miały wtedy ten stopień żywiołowości i wyłączności, jaki dziś radość
i cierpienie osiągają tylko w umyśle dziecka. (...) Sławą i bogactwem cieszono
się gwałtowniej i bardziej pożądliwie; wyraźniejsza niż dziś dzieliła je
granica od żałosnego ubóstwa i lichoty. Oto perfekcyjny, platoński opis
przerysowanego świata komiksu.

Janusz Ordon prezentuje cztery karty z serii
„Hellraiser”. To tytuł wymyślony przez brytyjskiego reżysera i rysownika
Clive’a Barkera. Jeden z najpopularniejszych cyklicznych horrorów kinowych,
komiksowych ostatnich lat powstaje na podstawie scenariuszy Brytyjczyka. Ordon
jest jednym z kilku rysowników, którzy zmieniają jego tekst w wizję plastyczną.
Odmienny od krwawego i ponurego „:Hellraisera” wizerunek super/ antybohatera
proponuje nam Norbert Rybarczyk. Żarzący się feerią kolorów „Spaceboy”,
przygotowany specjalnie na wystawę to przykład ludycznego, dzieckiem podszytego,
ironicznego stylu, z którego znany jest autor.

Pierwiastek cudowności zawieszonej w surrealizmie dnia codziennego odnajdujemy również w przypowieści o ziemniaku Michała Ociesy. Finał ukazujący całą historię na opak jest następnym dowodem na stały element groteski, występujący w prawie każdej realizacji komiksowej kieleckich artystów.
Pojedyncza kreska, wyraźne plamy czerni oraz dymek w
formie podpisu, charakterystyczny dla komiksu retro to znak rozpoznawczy pracy
Jakuba Matysa „Long Walk Plus Expedition” czyli wyprawy śladem syberyjskiej
ucieczki Witolda Glińskiego (do scenariusza Dariusza Pawłowskiego). W formie
korzystającej z symboliki metafizycznej, stylistycznie nawiązującej do
ilustracyjności gier komputerowych motyw podróży rozwija Artur Sadłos. Ten sam
topos wędrówki rozegrany zostaje w „Głodzie” Agnieszki Serwickiej (scen. Jakub Matys),
ale w scenerii bajkowej, łagodnej pasteli. Bez słów.

Nie zabrakło także komiksów nagrodzonych. W
charakterystycznym dla siebie stylu ekspresyjnego rysunku rzeźbiarskiego Tomasz
Łukaszczyk zilustrował słuchowisko „Pociąg” (nagrodzone i zrealizowane przez
Polskie Radio) do tekstu Pawła Chmielewskiego, podkreślając frenetyczny klimat
pierwowzoru. Surrealistyczny i wieloznaczny „A Forest” Sylwii Resteckiej
(scenariusz Joanna Sanecka) z czytelną symboliką matki Gai otrzymał laur „za
wrażenie artystyczne” na festiwalu Veles w Macedonii.
Jak każda opowieść, której pragniemy słuchać, jest
komiks wyolbrzymiony, konfabulujący, uwodzi i okłamuje widza. Jest narracją.
Splotem obrazów, które są nietrwałe jak kręgi na wodzie lub nieśmiertelne na
kształt egipskich piramid. Świat jest ciągiem obrazów, jest opowieścią, ergo –
jest komiksem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz