sobota, 23 lipca 2016

Elf Oliver ratuje świat (Komiks a gry video)

Artur Wabik
("Projektor" - 5/2015)
Pod koniec lat 70. wraz z upowszechnieniem się komputerów domowych pojawiła się nowa forma rozrywki, która w ciągu kilku dekad swoją skalą przerosła hollywoodzki przemysł filmowy. Początkowo producenci gier wideo bardzo chętnie opierali je na istniejących wcześniej franczyzach – filmach, serialach telewizyjnych, komiksach lub książkach.
Z archiwum Artura Wabika
Choć możliwości graficzne gier z tamtego okresu nie były w stanie oddać w pełni złożoności światów i postaci wykreowanych w innych mediach, to panowało przekonanie, że użycie dobrze sprzedającego się dotąd tytułu wpłynie pozytywnie na odbiór nowego produktu. Nawiązania fabularne do pierwowzorów miały najczęściej charakter poszlakowy, zaś najistotniejsze było umieszczenie na pudełku rozpoznawalnego logo. W ten sposób komiks i gry dosyć szybko znalazły wspólny mianownik, choć zupełnie inny, niż ma to miejsce obecnie.
W czasach, gdy triumfy na rynku w USA święcił prosty, ośmiobitowy komputer Atari 2600, do pudełek z topowymi tytułami na tę platformę dodawano krótkie komiksy w niewielkim formacie. Za ich produkcję odpowiadało wydawnictwo DC. Prawdopodobnie pierwszym komiksem stworzonym na potrzeby przemysłu gier wideo była seria „Atari Force” wydawana w latach 1982-1983. Pierwsze pięć zeszytów dodawano do gier „Defender”, „Berzerk”, „Star Raiders”, „Phoenix” oraz „Galaxian”. Komiksową grupę „Atari Force” tworzyli ludzie różnej narodowości, podróżujący międzywymiarowym statkiem kosmicznym „Scanner One”, w poszukiwaniu nowych planet nadających się kolonizacji, w związku z dewastacją ekologiczną naszej ojczystej planety. Całą operacją sterował z Ziemi Instytut A.T.A.R.I. (Advanced Technology And Research Institute).
Warto zwrócić uwagę, że nigdy nie istniała gra pt. „Atari Force”. Bohaterowie komiksu nie pojawiali się też w żadnej z gier, do których był on dołączony. Fabuła poszczególnych zeszytów była tylko częściowo oparta na wątkach zaczerpniętych z gier. Scenariusze pisali Gerry Conway i Roy Thomas, zaś za stronę graficzną odpowiadali Ross Andru, Gil Kane, Dick Giordano i Mike DeCarlo. Wkrótce do gier na Atari 2600 zaczęto dodawać komiksy wyjaśniające i uzupełniające fabułę gry, m.in. serię „Swordquest z 1982 r., według scenariusza Roya Thomasa, rysowaną przez George'a Pereza i tuszowaną przez Dicka Giordano. Niestety, tylko trzy („Earthworld”, „Fireworld” i „Waterworld”) z planowanych czterech gier ujrzały światło dzienne. Zamykający serię zeszyt „Airworld” nigdy nie został ukończony, choć podobno istnieje jego zaawansowany storyboard.
W 1983 r. ukazał się komiks towarzyszący kolejnemu wydaniu popularnej gry „Centipede”. Choć i za ten tytuł odpowiada zespół artystów z DC, to nie należy się po nim spodziewać zbyt wiele. Oliver, najmniejszy elf w miasteczku, przy pomocy swoich przyjaciół ratuje świat przed złym czarnoksiężnikiem, który planuje zamienić wszystkie grzyby (główny pokarm elfów) w trujące muchomory – tak w skrócie prezentuje się fabuły gry i komiksu. Szata graficzna zeszytu, a w szczególności jego okładka była już mocna dostosowana do estetyki samej gry. Ostatni z pierwszej dziesiątki, stworzony już bez udziału DC, komiks dołączany do gry „Yar's Revenge” z 1982 r. jest jeszcze bardziej kuriozalny. Fabuła sprowadza się do rozwinięcia intro gry – tytułowy Yar, antropomorficzny insekt mści się za zniszczenie jego ojczystej planety Razak IV. Okładka komiksu jest już bezpośrednim powtórzeniem grafiki z pudełka. Co ciekawe, w lipcu tego roku obecny właściciel praw do tytułów na Atari 2600 zapowiedział wznowienie i start zupełnie nowych serii komiksowych na bazie starych tytułów.
W 1984 r. największy konkurent DC, Marvel wyprodukował serię komiksów, które dołączano do multi-platformowej gry przygodowej „QuestProbe”, której kolejne epizody skupiały się na poszczególnych bohaterach z uniwersum Marvela. Do projektu zaproszono gwiazdy obu branż – legendarnego Johna Byrne'a z Marvela oraz Scotta Adamsa, autora jednej z pierwszych w historii gier przygodowych „Adventureland”. Artyści mieli wspólnie wykreować równoległą narrację w grach i komiksach. Na ten odważny eksperyment było jednak nieco za wcześnie. Z planowanych 12 crossoverów wydano tylko trzy komplety („The Hulk”, „Spider-Man”, „The Human Torch and The Thing”), zaś po roku projekt zarzucono.
W tym samym czasie na rynku pojawiła się pierwsza gra wideo zrealizowana na podstawie istniejącego wcześniej komiksu. Była to gra strategiczna „Spy vs. Spy”, posiadająca innowacyjne w tamtym czasie rozwiązanie typu split screen, pozwalające na jednoczesne granie dwóm graczom. Pierwowzór, slapstickowe przygody dwóch szpiegów usiłujących zabić się nawzajem, przy użyciu coraz bardziej absurdalnych broni i pułapek, ukazywał się od początku lat 60. w formie paska na łamach magazynu „Mad”. Gra została ciepło przyjęta i doczekała się kolejnych dwóch części, a po wielu latach także kolejnej odsłony na konsole pierwszej generacji.
Obecnie adaptacje komiksów są jedną z dominujących tendencji na rynku gier wideo. Opublikowana w Wikipedii lista gier opartych na komiksach liczy sobie prawie 400 pozycji. Są wśród nich produkcje na konsole, komputery domowe i platformy mobilne; oparte na komiksach Marvela, DC, mangach i komiksach europejskich, a także, coraz częściej, na filmach zrealizowanych na podstawie komiksów. Najwięcej, bo aż 47 tytułów pozwala graczowi wcielić się w postać Spider-Mana, ale niezwykle popularny jest także Batman, Superman, Garfield czy Żółwie Ninja.
Wiele gier wideo sięga do estetyki komiksu bez zapożyczania konkretnego bohater, czy świata. Komiksowe wstawki rozwijają fabułę i pełnią rolę tzw. cutscenes, czyli fabularnych przerywników pomiędzy misjami – takie rozwiązanie pojawia się m.in. w grach „MDK”, „Max Payne”, „Shadow Warrior” czy „Infamous 2”. W innych cała szata graficzna, także w trybie rozgrywki, czerpie bezpośrednio z komiksu, jak w „Mad World” (z amerykańskiego komiksu niezależnego) czy „Ni No Kuni” (z mangi). W Japonii zwyczajowo manga, anime i gra wideo na podstawie danego tytułu ukazują się równocześnie. Tamtejszy rynek jest jednak na tyle specyficzny, że sam w sobie zasługuje na oddzielny artykuł.
Coraz częstszym zjawiskiem są także komiksowe adaptacje gier wideo. Niemal każdy imprint DC czy Marvela ma obecnie swojej ofercie zeszyty oparte na grach. Np. Wildstorm proponuje nam „Call od Duty: Ghost”, Image Comics – „Dead Space”, Dark Horse – naszego własnego „Wiedźmina”, itd. Zdarzają się wśród nich komiksy bardzo udane, jak „Silent Hill” Scotta Ciencina, „Dante's Inferno” Gage'a i Latorre'a, czy poszczególne albumy z uniwersum „Halo”, ale większość prezentuje żenujący poziom pierwszego i zarazem ostatniego zeszytu „Dooma” z 1996 r. Pomimo to trudno dziś wyobrazić sobie rynek komiksowy bez gier i przemysł gier wideo bez komiksu. Jeśli jednak w tym ekosystemie jakiś gatunek ma się przyczynić do wyginięcia innego, to będą to gry wideo.