sobota, 23 lipca 2016

Lego z Supermanem (Komiksowy design)

Artur Wabik
("Projektor" - 1/2015)
Komiksy, podobnie jak książki nie należą w Polsce do tanich produktów. Ubolewają nad tym zarówno czytelnicy i krytycy, jak również sami autorzy oraz ich wydawcy, którzy – wydawałoby się – są w pierwszej kolejności odpowiedzialni za taki stan rzeczy.
Kolekcjonerzy kochają swoje komiksy oraz wszystko, co jest z nimi związane. Wielu z nich każdy egzemplarz pakuje do specjalnej, ochronnej folii, a wydania w miękkiej oprawia usztywnia dodatkowo przyciętą do formatu tekturką (pojawiły się już nawet wyspecjalizowane w tym asortymencie firmy). Oprócz samych albumów kupują także figurki, filmy, gry, ubrania i inne gadżety z motywami z komiksów. Najbardziej skrupulatni znani mi kolekcjonerzy zebrali już w granicach 7000-7500 pozycji. Statystyczny kolekcjoner komiksów to mężczyzna w wieku 30+, który może sobie pozwolić na wydatek rzędu 400-800 pln miesięcznie na swoje hobby. Wielu z kupionych albumów nie ma nawet czasu przeczytać. Za szczególnie wartościowe uznaje się komiksy zawierające autografy twórców w postaci niewielkich, najczęściej monochromatycznych rysunków, umieszczonych na karcie tytułowej lub wyklejce, nazywanych także „rysografami”. Okazją do zdobycia rysunków są coroczne imprezy branżowe, z których najbardziej znaną jest Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier w Łodzi.
W festiwalowych kolejkach po „rysografy” panuje nastrój nieznany osobom urodzonym po opadnięciu Żelaznej Kurtyny: zapisy od szóstej rano, numerki, komitet kolejkowy, nerwowe spoglądanie na zegarki – ile jeszcze zdąży dziś narysować? Wtajemniczeni kolekcjonerzy docierają do artystów poza festiwalami. W dobie tabletów graficznych, sprzężonych z programami komputerowymi do cyfrowej obróbki obrazu zdarza się to coraz rzadziej, ale przez wiele lat głównym artefaktem pracy artysty komiksowego były oryginalne, odręcznie wykonane plansze. Rysowane ołówkiem, tuszem lub markerem, niekiedy malowane – ecoliną, akwarelami, farbami akrylowymi lub ewentualnie olejnymi. W rozmiarze wydruku lub nawet dwukrotnie większe. W okresie analogowego składu stosowano ponadto blaudruki (kopie plansz, na które nanoszono odręcznie kolor) oraz diapozytywy (przeźroczyste folie z samymi konturami). W PRL-u często nie wracały do artystów – oficjalnie ginęły albo były niszczone. Teraz, gdy na aukcjach sztuki prace klasyków polskiego komiksu osiągają zawrotne sumy, niespodziewanie się odnajdują.
Oryginalne plansze od niedawna dostępne są szerszej publiczności jako atrakcyjna lokata kapitału. Szlaki dla tego produktu przecierał otwarty w 2012 r. sklep internetowy Art Komiks, oferujący początkowo przede wszystkim plansze autorstwa mało znanych w Polsce, drugoligowych artystów z USA. Zebranie rozproszonych na aukcjach internetowych i stronach domowych plansz polskich rysowników było zapewne żmudnym i niewdzięcznym zajęciem. Szczególnie, że wielu z nich miało w przeszłości złe doświadczenia z marszandami. W 2014 r. sklep przekroczył próg 1.000 dostępnych w ofercie plansz, w tym autorów takich, jak Jack Kirby czy Mike Mignola, oraz rodzimych: Zbigniewa Kasprzaka, Tadeusza Baranowskiego czy Janusza Christy. W ofercie sklepu wyróżnia się następujące typy plansz: okładka (ang. cover), splash tytułowy (ang. title splash – zwykle pierwsza strona w komiksie), splash (kadr pełnostronicowy), double splash (kadr na dwie strony, rozkładówka), strony wewnętrzne (ang. interior page), szkic (ang. sketch). Ceny wahają się od kilkuset do kilku tysięcy złotych.
Pierwszą stacjonarną aukcję komiksu i ilustracji zorganizowała w lutym ubiegłego roku warszawska Desa Unicum. Wystawiono na niej 79 obiektów, zaś ceny wywoławcze były stosunkowo niskie, ponieważ zaczynały się na poziomie 200 pln. W listopadzie, na trzeciej z kolei aukcji komiksu w tym samym domu aukcyjnym, zaprezentowano łącznie aż 111 prac. Podczas licytacji można było nabyć plansze z kultowymi bohaterami: Tytusem Papcia Chmiela, Kajkiem i Kokoszem Janusza Christy, czy Hansem Klossem Mieczysława Wiśniewskiego. Szczególnym zainteresowaniem, na wzór rynku amerykańskiego, cieszyły się okładki. Plansza okładkowa do szwedzkiego wydania komiksu „Kapitan Kloss. Kurierka z Londynu” osiągnęła cenę końcową aż 21.240 pln, czyli niemal trzykrotnie większą niż cena wywoławcza. Druga z wystawionych okładek – „Kajko i Kokosz. Rozprawa z Dajmiechem” autorstwa Janusza Christy, namalowana w pełnym kolorze w 1987 r., została sprzedana za 16.520 pln.
Śledzenie komiksowego rynku kolekcjonerskiego ułatwiają blogi branżowe, jak np. prowadzony przez Sebastiana Frąckiewicza krytyczny „Outline”, czy prezentujący najpiękniejsze książki i komiksy „Lupus Libri” Weroniki Kołodziej i Grzegorza Teszbira (ponad 5.000 fanów na FB). Jest co śledzić – w ubiegłym roku w Polsce ukazało się ponad 600 komiksów. Oprócz samych albumów w sprzedaży pojawia się coraz więcej towarzyszących im gadżetów. Założona w 2010 r. firma Tisso Toys systematycznie wypuszcza na rynek kolejne figurki winylowe przedstawiające bohaterów polskich komiksów i filmów animowanych. Obecnie w sprzedaży znajduje się już kilkadziesiąt wzorów o tej tematyce, a w zapowiedziach można znaleźć kolejne. W latach 2009-2010 brytyjskie wydawnictwo Eaglemoss International Ltd. Wprowadziło do sprzedaży 60 modeli ołowianych, ręcznie malowanych figurek superbohaterów z uniwersum Marvela. Cieszyły się one dużym powodzeniem, a zamknięcie serii zostało przyjęte przez fanów z żalem. Od 2012 r. postaci Marvela można także znaleźć w zestawach klocków Lego. Firma Disney Polska, właściciel praw do postaci Marvela, a także Warner Bros Entertainment Polska, która zarządza komiksowym dorobkiem DC, udzielają rocznie setki licencji na wzory lokalnym producentom: zabawek, odzieży, artykułów papierniczych i szkolnych, a także kosmetyków i produktów spożywczych. Jest więc w czym wybierać, a ilość komiksowych zakupów determinuje tylko zasobność kieszeni.