sobota, 23 lipca 2016

Żeromski monogatari (Komiksy w almanachu "Żeromszczak")

Paweł Chmielewski
("Projektor" - 6/2014)
Początek był intrygujący, jak w niezłym filmie noir. Najpierw Sejm odrzucił propozycję ustanowienia 2014 r. Rokiem Żeromskiego (uhonorowani zostali Jan Karski, Jan Nowak-Jeziorański, Oskar Kolberg, św. Jan z Dukli i Uniwersytet Jagielloński). Potem padła propozycja likwidacji patronatu autora „Popiołów” nad miejskim teatrem. Prologos zapowiadał ciekawy spektakl.
Parodos [tym razem nie w znaczeniu początkowej pieśni chóru] – w 150. rocznicę urodzin pisarza – obchody ograniczono do województwa świętokrzyskiego. Jak potem? Standardowo, tradycyjnie – pogadanki, wystawy, konferencje. Rzeczy ważne, lecz...
Można mieć wrażenie – przywołując jedną z kwestii Iwana Karamazowa – oto do cienia karety cień stangreta zaprzęga cień konia. Brakuje „Żeromskiego współczesnego”.
Dlaczego nie powstał mural inspirowany „Przedwiośniem”, chociaż istniał projekt?
Barierą jest język przekazu. W telewizyjnym reportażu, jedna z maturzystek, przytomnie stwierdziła, że czyta się twórcę „Popiołów” z trudem, a następne pokolenia będą miały jeszcze trudniej. To nie jest tylko problem Żeromskiego. Polscy klasycy XIX w. językowo się zestarzeli. Wygrywa tylko Prus. Młodopolska fraza „Ludzi bezdomnych” jest – dla współczesnego, młodego czytelnika – niezrozumiale niestrawna. Jeśli nie językiem ich atakujemy, to może problemem. Żeromski problemowy, zdekonstruowany.
Korzecki jako Kiryłow i odpowiednik dzisiejszej ideologii emo, korporacyjny mobbing, „błędy i wypaczenia” rodzącego się kapitalizmu, „szklane domy”, na które nabiera się naiwnie młodzież i nawet socjalna rewolucja pokoleń (X, frugo, 1200 zł), której nie będzie (bo jej komisarze noszą paczki i smażą hamburgery w Londynie) – to jest u Żeromskiego. I uczucia szaleńcze, namiętne. To wszystko Żeromski współczesny. To kwestia formy.
Dlatego w talii spraw i wydarzeń – celowo i subiektywnie – wybieram jedno – komiksy na podstawie jego prozy zamieszczone w siódmym numerze almanachu literackiego „Żeromszczak” (publikowanego przez stowarzyszenie absolwentów I LO w Kielcach). Nie chcę w tym miejscu powtarzać tez ze swego artykułu „Spiegelman z Sienkiewiczem i Żeromskim idą do Niniwy – tradycja kultury w komiksie” o mitologicznej proweniencji i edukacyjnym charakterze opowieści obrazkowych. Odsyłam do wydawnictwa.
Fragment recytacji „Reduty Ordona” (Aleksandra Górczyńska) z „Syzyfowych prac”, to kadry wygenerowane od początku do końca komputerowo, z gotowych szablonów, które przywołują telewizyjną animację. Tak tworzy obrazy Cartoon Network.
„Echa leśne” (Daria Bieniek, Martyna Kułagowska, Agnieszka Waszak) wykonane w technice pasteli przynoszą – dzięki sposobowi obrazowania – przeniesienie akcentów. Inny krój mundurów „odkleja” opowieść o realiów pod zaborami. Rysunek postaci, typowy dla mangi, pokazuje zaś przede wszystkim inspiracje komiksowe autorek.
„Od miłości do zazdrości” Kingi Łapińskiej (na podstawie drugiej części „Przedwiośnia”) jest najbardziej szkicowe – w technice czarno-białego tuszu, często rozwodnionego – tradycyjne w rysunku. Przypomina notatnik scenograficzny, storyboard. Również w warstwie scenariuszowej, dzięki cięciom i skrótom.
Trzy propozycje licealistów pokazują jak można klasykę przełożyć na język narracji obrazkowej, która nie zatraca nic z języka dialogów. Technologia i popkulturowy sposób przekazu dają szansę na uświadomienie jak wielowymiarową formą literacką lub/ i plastyczną (w zależności od stanowiska krytycznego) jest komiks.